Ahh jak dobrze być już w domu. Dwa tygodnie spędzone w Chorwacji sprawiły, że wypoczęłam i bawiłam się jak nigdy dotąd. Jechaliście kiedyś autostopem? Nasza przygoda z chłopakiem była niesamowita, – szczęście, że trafiliśmy na miłych ludzi. Spacery po plaży i piesze wycieczki również były bardzo zaskakujące. Tymczasem dodaję kolejną stylizację. Cekiny w połączeniu z czernią nadają stylizacji elegancji. Sportowa kurtka w stylu bomber jacket świetnie prezentuje się w chorwacki, imprezowy wieczór 🙂
Kolejny już raz postawiłam na sukienkę. Jak pisałam wcześniej stanowią one 80% mojej garderoby i zabrałam ich tutaj najwięcej. Nie wiem czemu, ale zawsze kiedy przeglądam oferty sklepów internetowych moja uwaga od razu skupia się właśnie na sukienkach. Pewnie przede wszystkim dlatego, że są idealnym rozwiązaniem na letnie dni i czuję się w nich zawsze komfortowo 🙂
Sukienka – Axparis / Balerinki – Secletoutlet
Dzisiaj będzie bardzo „sukienkowo”. Piękne widoki umożliwiają mi zrobienie zdjęć w ciekawych miejscach. Sukienki, które Wam dzisiaj prezentuję mam już od dawna, ale jeszcze nigdy nie miałam możliwości ich Wam pokazać. Która z nich przemawia do Was bardziej?
Naszyjnik – Monnari / Sukienka, szpilki – Martofchina
Dzisiaj dodaję look z naszej wyprawy do „mini Dubrovnika”. Podróżowanie po Chorwacji jest czymś cudownym, szczególnie gdy chodzi o piękne widoki, góry, liczne plaże czy urocze kawiarenki. Tutaj nawet stare kamienice wyglądają niezwykle, a wywieszone pranie na sznurkach dodaje im uroku. Już niedługo wybierzemy się nad kolorowe jeziora, tymczasem moim ulubionym zajęciem tutaj jest spacerowanie po plaży nocą z moim chłopakiem – no i gromadką maluchów, które są tu z nami 🙂 P.S Nie ma to jak dostać w restauracji colę z napisem „frajer” co znaczy po chorwacku „facet”. Która z Was się z tym zgadza? 🙂
Kapelusz, body – Reporter via Strefafashion / Bransoletka – Bydziubeka / Szorty, sandałki – Zara
Opalaniu się na plaży i pływaniu w morzu nie ma końca. Dzisiaj dodaję zaległą stylizację z drugiego dnia spędzonego w Chorwacji, gdzie jeszcze jestem „biała”. Spodenki z suwakami od Sheinside świetnie wyglądają w połączeniu z koronkową baskinką, a co najważniejsze jest to bardzo wygodne zestawienie. Przeważnie całe dnie spędzam w kostiumie kąpielowym, ale gdy tylko jedziemy zwiedzać nie zapominam o stylizacjach. Na przedostatnim zdjęciu możecie zobaczyć tutejszy rybny przysmak – uwaga! je się go w całości! Na dodatek jest ze mną w końcu mój chłopak, dzięki czemu pobyt tutaj jest jeszcze piękniejszy 🙂
Będąc tutaj miałam w szczególności wypocząć, oderwać się od zmartwień i trosk dnia dzisiejszego oraz cieszyć się pięknością tego miejsca. Mój każdy dzień rozpoczyna się o 10 rano, kiedy to do mojego pokoju wpada zwariowana Marcysia i za wszelką cenę próbuje mnie obudzić. Później wyleguję się na plaży (lub raczej próbuję, nienawidzę tej bezczynności), robię zdjęcia, bawię się z dzieciakami, jem pyszności, robię zdjęcia i zazwyczaj aparat jest cały czas ze mną. Uwieczniając chwile za pomocą aparatu mam wrażenie, że wspomnienia będą bardziej trwałe, a kolorowe obrazki zawsze będą przywoływać uśmiech na mojej twarzy. Zdjęcia i ogólnie fotografia to jedna z moich pasji, którą lubię dzielić się z Wami i zawsze w miarę regularnie dodaję posty na blogu. Blog to przede wszystkim jedno z moich hobby, które jest ze mną od 11roku życia. Od tego czasu miałam już masę blogów czy pamiętników, ale najlepsze były takie, w których opisywałam swoje dni od początku do końca. Gdy teraz czytam to wszystko wydaje mi się to tak imponująco ciekawe, że aż znowu chciałoby się spróbować. Natomiast jeśli chodzi o modę to uwielbiałam ją od zawsze – do Barbie dokupywałam ubranka, uwielbiałam chodzić z mamą po lumpeksach, szyłam z babcią ubranka na maszynie, uczyłam się szydełkowania, wycinałam z gazet ubrania i łączyłam według własnego uznania. Nie jestem żadną ekspertką w tej dziedzinie, po prostu dzięki temu, że mam swoje hobby realizuję swoje marzenia. Najpiękniejsze jest to, gdy wykonujemy swoje pasje z uśmiechem na twarzy, a one jeszcze przynoszą nam korzyści. Tylko najpierw trzeba zacząć robić coś w tym kierunku, a początki nigdy nie są kolorowe. To takie moje dziesięciominutowe przemyślenia. Tymczasem uciekam na plażę, papa :*
Witajcie Kochani, od tygodnia przebywam w Chorwacji, na malowniczej wyspie nad zatoką Divna. Wyjazd wyszedł absolutnie spontanicznie i bardzo mnie ucieszył. Tu jest jak w raju! Piękniejszego miejsca nie mogłabym sobie wymarzyć. Przede mną jeszcze dziewięć dni tego błogiego lenistwa. Poniżej zdjęcia, które udało mi się zrobić pierwszego dnia. Obiecuję, że będzie ich bardzo dużo! 🙂
Strój – Sheinside
I oczywiście obiecuję, że po moim powrocie będzie czekał na Was wakacyjny filmik 🙂
Jeszcze niedawno nie wyobrażałam sobie, że kiedyś sięgnę po spódnicę maxi. Teraz w mojej szafie znajdują się aż 4 sztuki, a ja sama czuję się w nich świetnie. Poza tym maxi dress to ideale rozwiązanie na upalne dni. Zawsze lepiej jest mieć coś na sobie lekkiego i przewiewnego niż obcisłe, jeansowe szorty 🙂 Wiele ciekawych spódnic możecie znaleźć również TUTAJ. Do swojej maxi dobrałam prześliczny gorset w kwiatki od Persunmall. Zdjęcia były robione jakiś tydzień temu dlatego też przedstawiam Wam moje włosy jeszcze w naturalnej odsłonie.
Naszyjnik, spódnica – Reporter via Strefafashion / Top – Persunmall / Torebka – H&M / Sandałki – Ibuciki
Jak to jest, że kobieta mająca loki chce mieć proste włosy, a kobieta, która ma proste marzy o lokach? Jeśli chodzi o mnie to od zawsze lubiłam zmieniać swój wizerunek, a zwłaszcza włosy. Na szczęście natura obdarzyła mnie grubymi i szybko rosnącymi włosami, a więc nigdy nie doprowadziłam ich do tragicznego stanu. Raz tylko ścięłam je do ramion, ale po ponad pół roku sięgały już do stanika. Zaczęłam chyba od malowania ich różową bibułą, później najróżniejszymi czekoladowymi szamponetkami, następnie zrobiłam sobie blond pasemka, przefarbowałam je na czarno, później na brązowo, założyłam warkoczyki, przemalowałam się na rudo, następnie na blond, później ombre, warkoczyki i znowu ombre. I ombre jest na moich włosach od listopada 2012, chociaż nie ukrywam, że ze 2 razy byłam już bliska przefarbowania ich na czerwono. Nie ukrywam, że przez ten czas nie używałam odpowiednich kosmetyków do ich pielęgnacji. Przeszłam chyba przez wszystko – Dermenę, Wax, Midollo Di Bamboo, Olej kokosowy, maski olejowe z węża, ampułki i wiele wiele innych, których nazw nie pamiętam. O włosach i kosmetykach mogłam rozmawiać godzinami. Ale od dziecka chciałam mieć proste włosy. W gimnazjum byłam uzależniona od prostownicy. Efekt był taki, że fryzjer był zmuszony tak tragicznie wycieniować moje włosy do tego stopnia, że moją fryzurę można by bez wahania nazwać „emo”. Dobra, to wtedy było modne 🙂 W liceum, kiedy obcięłam włosy do ramion zawzięłam się, że do studniówki będą mi sięgać do pasa. I oczywiście się udało! Oczywiście przez jakieś pół roku nie odważyłam się na jakiekolwiek prostowanie, a na mojej głowie gościł tyko koczek. I długość do pasa mam znowu dziś, ale jeszcze na początku tego roku było to bardzo dalekie stwierdzenie. Keratynowe prostowanie chodziło już za mną od dawna. W internecie zakupiłam kosmetyki i zabieg wykonała mi fryzjerka Gosia, którą możecie znaleźć TUTAJ. Trwało to 4 godziny, ale opłacało się. Pod koniec wykonywania zabiegu, gdy fryzjerka wysuszyła mi już włosy suszarką, były one prościutkie bez użycia prostownicy. Dziś wstałam rano z idealnie prostymi włosami. Myślę, że od efektu keratynowego prostowania zależy struktura naszych włosów. Moje z natury są lekko puszyste i troszkę się kręcą od wysokości brody. Im mniejszy skręt, tym większa szansa, że efekt będzie się dłużej trzymał, ale także jest to zależne od jego jakości. Oczywiście orientowałam się wśród fryzjerek czy taki zabieg rzeczywiście niszczy włosy. Te, które się jego podejmowały, zaprzeczały moim doniesieniom. Tylko te, które nigdy nie wykonywały tego zabiegu mówiły, że to strasznie niszczy włosy – ale w sumie co takich słuchać, kiedy tak samo twierdzą, że warkoczyki także je niszczą. Mi po warkoczykach nawet nie wypadło dużo włosów, a jeszcze urosły i odpoczęły. Tak, jestem królikiem doświadczalnym jeśli chodzi o to, co mamy na głowie, ale jak to się mówi – włosy zawsze odrosną, więc dopóki nie będę siwa zaskoczę Was jeszcze nie jedną radykalną zmianą. Co myślicie o dredach? Hahaha nie, żartuję. Plecionek nigdy więcej. Mam nadzieję, że wszystko Wam wytłumaczyłam i dużo pytań nie będzie. To chyba najdłuższy post w historii mojego bloga. Bo widzicie, kiedy już się rozpiszę to nie mogę przestać – uwielbiam to 🙂 !
Kolorowo, bardzo letnio i kwieciście. W dzisiejszej stylizacji pozwoliłam sobie na odrobinę fantazji chociażby decydując się na dość duże kolczyki-piórka. Do pastelowego zestawu dobrałam neonowe szpilki od Goheels. Dawno nie decydowałam się na jeansy, ale jak widać są one niezastąpione nawet w lato 🙂 Muszę również podzielić się z Wami nowiną – w końcu zdecydowałam się na keratynowe prostowanie włosów. Kiedy? Dzisiaj! Już w następnych dniach pokażę na blogu efekty tego zabiegu 🙂
Marynarka, kolczyki, kopertówka – C&A via Strefafashion / Spodnie – New Look / Szpilki – Goheels












































































